|
Napisany przez Raszuel Petros
|
|
W miejscu, które tylko JA pokierowany zostałem w całej uważności mego ducha. Usiadłem na ławce koloru zielonego, pokrywającego wiele warstw farby długiego życia, drewnianych szczeblin, osadzonych na żeliwnych podporach. Wokół cisza i półmrok, przestrzeń ograniczona niebytem, nieczasem, niemiejscem. Wewnątrz tego świata JA, oparty wygodnie na łuszczącym się zielenią oparciu, widziałem przed sobą, na przeciw, drugą ławkę, podobną do mojej, bliźniaczą.
Siedzi tam, milcząco patrząc w moją stronę potężny, pewny siebie, skoncentrowany w pewności swojego istnienia, pasiasty pomarańczowo-czarny kot. Tygrys wpatruje się pięknymi, wyraźnymi i rozumnymi oczami szukając mojego wzroku. Pomiędzy nami opalizujące światło. Perliście lśni unoszący się nad zieloną trawą kamień-diament-perła. Kot jest silny, władczy, ale nie boję się go. Daje mi uczucie bezpieczeństwa, stwarza wrażenie ochrony przed rozciągającym się za nim lasem.
Las to równomierne rozmieszczone gładkie pnie potężnych drzew, jego głębia ginie w mroku niepokoju, niepewności, zagubienia, pytań bez odpowiedzi. Patrzę JA na tygrysa oczekując CZEGOŚ, mając nadzieję, czekając...kot wstaje zapraszająco spoglądając w moim kierunku, podchodzi do granic półmroku rozjaśnionego światłem lewitującego kamienia-diamentu-perły. Decyduję się, ufając Mu bezgranicznie, pójść tam gdzie mnie zaprasza. Z chciwością ciała, potrzebą umysłu, pragnieniem serca podziwiam widok, który rozpostarł się nagle przed nami.
Po lewej krajobraz ogrzany Słońcem, pagórki, drzewa, pola pełne dojrzałych zbóż, ludzie w oddali zajęci prostotą ich edeńskiego życia. Dołączyłbym z chęcią do nich, rozpływając się w zwyczajności dobrze przemijających dni.
Po prawej Księżyc unosi się nad ziemią pełną wiedzy, poznania i odkrytych tajemnic. Umysł, w swych możliwościach, góruje tam nad krajobrazem. Chcę tam pójść, by być Nauczycielem, Twórcą, Prorokiem.
Tygrys nie mówi nic, ale wiem, że pokazuje mi to wszystko, stawiając pytanie. Nie mogę podjąć decyzji, nie wiem co zrobić, zaglądam wprost w jego oczy prosząco...
Księżyc i Słońce zbliżają się do siebie, krajobrazy zwijają jak gobelin zerwany ze ściany, krajobraz spływa w stronę Słońca. Nauczyciel, Twórca i Prorok zostają wchłonięci przez Księżyc. Kot podniósł swą potężną łapę i wszystko zniknęło jak zerwany ekran w kinie.
Wróciliśmy na trawę, pomiędzy ławki. Kot wziął w łapy kamień-diament-perłę i dał mi. Schowałem głęboko w samym jądrze opuszczonym przez JA i poszedłem w głąb lasu, podziwiając i obserwując.
LAS jest bezkresny, a wędrówka nigdy się nie kończy...
|
|
|
Napisany przez Cyprian Sajna
|
|
Ewangelia Mateusza 24,42-43, Tł. biblia Warszawska:
"Czuwajcie więc, bo nie wiecie, którego dnia Pan wasz przyjdzie. A to zważcie, że gdyby gospodarz wiedział, o której porze złodziej przyjdzie, czuwałby i nie pozwoliłby podkopać domu swego. Dlatego i wy bądźcie gotowi, gdyż Syn Człowieczy przyjdzie o godzinie, której się nie domyślacie."
Zwykle rozumie się to w kontekście powtórnego przyjścia Jezusa. Dosłownego, fizycznego powrotu. No cóż, można wypatrywać przez pokolenia w niebo, czy czasem nie leci jakiś kosmiczno-boski pojazd i czekać. Rozsądniejszym wydaje mi się jednak starać się zrozumieć duchową treść, symbolikę i głębię. Gdyż sam Jezus mawiał: "Kto ma uszy ku słuchaniu, niechaj słucha (...) Powierzono wam tajemnicę Królestwa Bożego; tym zaś, którzy są zewnątrz, wszystko podaje się w podobieństwach, aby patrząc, widzieli, a nie ujrzeli; i słuchając słyszeli, a nie rozumieli, żeby się czasem nie nawrócili i nie dostąpili odpuszczenia."
Słuchajmy więc tak aby usłyszeć.
W przytoczonej wypowiedzi Jezusa z Ewangelii Mateusza przyjście Pana jest procesem duchowym. Gdyż Chrystus zamieszkać ma w nas (por. Ew. Jana 14,23) i nam się objawić (doznał tego np. Apostoł Paweł, por. List do Galacjan 1,11 i dalej). Ten Chrystus powracający, a raczej z naszej perspektywy po prostu przychodzący jest porównany w dalszej części, która jest alegorią, do złodzieja.
Czy to porównanie jakie znajdziemy w Ewangelii jest przypadkowe? Z pewnością nie, bo treść duchowych pism, zwłaszcza starożytnych nader często charakteryzowała się mistycznym, głębokim i alegorycznym przesłaniem.
Jeśli więc Chrystus Pan jest par excellence złodziejem, to co on wykrada i od kogo? Kim w tej alegorii jest gospodarz, a czym dom?
Podobny tekst do tego z Ewangelii Mateusza znajdziemy również w gnostyckiej Ewangelii Tomasza, w logionie 35: "Rzekł Jezus: <<Niemożliwe, aby ktoś wszedł do domu siłacza, pochwycił go przemocą, jeśli wpierw nie zwiąże jego rąk. Wtedy wywróci jego dom>>."
Chrystus jako Zbawiciel (czy raczej Wybawiciel) przychodzi do wybranych, swojej własności (por. Ef. 1,3 i dalej oraz Ew. Jana prolog). Pochodzi z niebios, jest wysłannikiem Boga Ojca, którego świat nie zna, Jezus nie jest też z tego świata ("Ja nie jestem z tego świata"). Chrystus przybył zaś na świat by do niego przemawiać i aby odzyskać swoje owce o czym czytamy na kartach Ewangelii.
Nie wszyscy jednak słuchają jego słów, świat odrzuca niebiańskiego posłańca, gdyż Ewangelia zasłonięta jest "dla tych, którzy giną, w których bóg świata tego zaślepił umysły niewierzących". Kimże dla Pawła, piszącego te słowa, jest "bóg świata tego", który nie dopuszcza do tego, by Ewangelia była zwiastowana? Jasnym jest, że chodzi o przeciwnika (czyli diabła, szatana), który kusił Jezusa na pustyni proponując mu władzę i bogactwo, a które Jezus Mesjasz odrzuca, tym samym odrzucając cielesne, ziemskie zwycięstwo. A to właśnie ziemskie królestwo, zbrojne wyzwolenie było wg Żydów zadaniem Mesjasza! Ponadto, czyż władcą świata, jak podaje Stary Testament, nie jest Bóg Jahwe? Czyż nie jest on zsyłającym cielesne i ziemskie błogosławieństwa? W jaki sposób nagle oto diabeł w Nowym Testamencie staje się dzierżącym władzę nad światem, który może udzielić panowania i bogactw, który jest jakby bogiem?
Rozwiązania są dwa. Albo mamy do czynienia w Ewangelii z ponowną zabawą Jedynego Boga paktującego z diabłem, jak w historii z Hiobem - czyli niegodziwym teatrzykiem. Albo coś zostało przed nami przez setki lat zakrywane przed naszymi umysłami, tak abyśmy nadal byli synami ciemności. Bo bóg despota, którego czczą pokolenia pod różnymi imionami jest tak naprawdę diabłem.
A my? A my...jesteśmy w "czarnej dupie". W czarnym, żelaznym umysłowym więzieniu, które nazywa się materią. Jesteśmy duszami uwięzionymi w Matriksie.
Informacja jednak przetrwała i wraz z odkryciami podobnymi do tego z Nag Hammadi po prawie dwóch tysiącach lat ujawnia się na nowo (chociaż stale Duch Prawdy towarzyszył wybranym). Ludzie doznają wglądu, zdarzają się Ci, którzy potrafią przejrzeć. Wszystko jednak zawarte jest w symbolach i alegoriach, bo świat nie przyjąłby tego inaczej i nie pozwolił temu istnieć. Tylko wnikliwy obserwator, który zmienił już swoją percepcję i podniósł swoją świadomość jest w stanie cząstki prawdy przyjmować.
Świat ma więc swojego władcę i pomagających mu archontów ("Gdyż bój toczymy z nadziemskimi władzami"). Oni to trzymają nas w okowach, nadając prawa, obyczaje, zsyłają skażenie i sieją zamęt tak by ukryć, zagłuszyć lub zniszczyć prawdziwie boski i duchowy pierwiastek, który w nas tkwi (a o którym prawie nikt nie ma pojęcia). Jesteśmy bowiem oślepieni. Dopiero przejrzenie pozwala nam ujrzeć, że za tą całą fasadą są zgliszcza i popioły, jest ułuda, a życie to farsa. Lecz Chrystus, który wyzwala nas od tego świata, pozwala ten czarny krajobraz przemieniać w piękny, nieśmiertelny twór, przejść przez ułudę, od śmierci do żywota.
To właśnie wspomniany władca (który jest tożsamy z gnostyckim Demiurgiem i wszelkimi bogami czczonymi przez religie) panujący nad Matriksem jest w omawianej alegorii "gospodarzem", dom zaś jest ewidentnie światem. Jest to jasne dlatego, że nie może on (władca) znać dnia ani godziny, w przeciwnym razie nie dopuściłby aby złodziej (Chrystus) mógł porwać, ukraść ze świata swoich wybrańców - a dokładniej ich dusze (bo chodzi przecież o duchowe wyzwolenie).
Przytoczony fragment w Ewangelii Mateusza oraz liczne inne ustępy Pisma utwierdzają mnie, że Ewangelia ma gnostyckie przesłanie, przekazuje gnozę o tym czym jest ten świat, kto włada tym światem, kim my jesteśmy i dokąd zmierzamy.
Tylko trzeba słuchać. I być czujnym, gdyż "Imperium wcale się nie rozpadło".
|
|
Napisany przez Administrator
|
|
Plotyn, Enneady, fragment przełożył Adam Krokiewicz IX. O DOBRU LUB JEDNEM
1. Wszystkie byty są bytami dzięki jedności, tak te, które są bytami w pierwszym znaczeniu, jak i te, które się zalicza w jakikolwiek sposób do bytów. Bo czymże będą, jeżeli nie będą jednem? Przecież z chwilą, kiedy zostaną pozbawione jedności, już nie są tym, czym się nazywają. I tak, nie ma wojska, jeżeli nie będzie jednem, ani też nie ma chóru ni trzody, żeby nie były jednem. A nie ma także domu ni okrętu bez jedności, bo dom i okręt są właśnie jednem, po którego stracie ani dom już domem nie będzie, ani okrętem okręt.
Nie będzie tedy wielkości ciągłych, jeżeli nie będzie w nich obecne jedno: oto w razie rozcięcia tracą swoje jedno i w miarę, jak je tracą, wyzbywają się swojego bytu. Również ciała roślinne i zwierzęce, z których każde jest jednem: jeżeli uciekają od jednego, drobiąc się na wielość, to zaraz tracą swoją poprzednią substancję i nie są już bytami, którymi były, lecz stały się bytami innymi i każdy z nich jest znowu jednem. I wtedy wreszcie rozkwita zdrowie, kiedy ciało zostanie uporządkowane i zespolone w jedno, wtedy piękno, kiedy natura jednego opanuje części, i wtedy cnota duszy, kiedy dusza zostanie zjednoczona w jedno i w jedną zgodną wspólnotę.
Czy więc wobec tego, że dusza, tworząc i urabiając, kształtując i zespalając, doprowadza wszystko do jednego, nie powinniśmy głosić, doszedłszy do duszy, że ona darzy jednem i że ona jest jednem.
|
|
Napisany przez Cyprian Sajna
|
|
Chciałbym w niniejszym tekście odnieść się do relacji jaka istnieje pomiędzy gnozą a wiarą religijną. Do refleksji na ten temat zainspirowali mnie twórcy Taraki, portalu zajmującego się przede wszystkim szamanizmem, astrologią i rodzimymi wierzeniami pogańskimi. Początkowa propozycja wymiany linków ze wspomnianym portalem przerodziła się w żywą dyskusję na ich forum, a także kilkoma tekstami przedstawiającymi w negatywnym świetle gnostycyzm, z którego nasz portal czerpie niemałą inspirację.
Chociaż twórców Taraki interesuje, podobnie jak nas, symboliczne widzenie świata, to najwyraźniej symbolika chrześcijańska i gnostycka nie jest dla nich strawna. Trochę szkoda, gdyż osobiście nie miałbym nic przeciwko publikacjom tekstów na łamach naszego portalu i czasopisma odnoszących się, czy to do szamanizmu, czy to omawiających dawne wierzenia słowiańskie. Niestrawność budzi wśród "tarakowców" przede wszystkim odrzucenie świata jakie towarzyszy gnostyckiemu poznaniu. Jest to poniekąd zrozumiałe, zważywszy na to, że Taraka afirmuje cielesność, doczesność i materię.
Należy jednak zadać pytanie czy gnoza rzeczywiście prowadzi do nienawiści wobec przyrody, planety, nie szanowania własnego ciała albo do obsesyjnej wrogości wobec tego co doczesne? Czy "nienawiść świata" oznacza wrogość wobec tego co dochodzi do naszych zmysłów? Czy rzeczywiście antyczni gnostycy odrzucali istnienie naturalnych potrzeb człowieka takich jak jedzenie, picie, czy nawet potrzeby seksualnej rozkoszy? Polemizowałbym, przeczą temu często sami gnostycy w pismach jakie do naszych czasów dotrwały. Gnoza bowiem prowadzi raczej do poszerzenia percepcji, do odkrycia kolejnych poziomów niż do usunięcia niższych. Prowadzi do wyjścia ponad własne "ja", do oderwania się od bycia ludzką maszyną. Temporalność ciała zaś jest czymś oczywistym, stąd dla gnostyka ciało nie jest najważniejsze. Tym bardziej, że gnostyk wie i czuje, że "ja to nie moje ciało". Przebywając w tymczasowym namiocie (por. II List do Koryntian, rozdz.5) nie będziemy ten namiot rozdzierać, przyjemniej mieszka się bowiem w mieszkaniu schludnym. Ponadto pragnąłbym zwrócić jeszcze szczególną uwagę na znaczenie słowa "świat", które w tekstach Nowego Testamentu, czy w tekstach gnostyckich ma często odniesienie do świata ludzi, relacji jakie panują, duchowej ignorancji i ślepoty, nienawiści międzyludzkiej itp. nie zaś do świata przyrody. Nie zapominajmy, że gnoza operuje językiem symboli i alegorii.
Co więcej, gnostycyzm nigdy tak naprawdę nie przestał istnieć. Inspirował i oddziaływał na przestrzeni wieków. Sam jednak przechodził też transformację, np. w antropozofii Rudolfa Steinera, czy w psychologii Junga. A te z kolei mają stosunek do materialnej rzeczywistości daleki od eskapizmu.
Z tego miejsca mogę powrócić do głównego tematu, który pragnę poruszyć, mianowicie relacji między gnozą a wiarą. Pozwolę sobie na początek zacytować definicję gnozy zaczerpniętą od naszego honorowego patrona - Jerzego Prokopiuka:
<<Termin „gnoza” (gr. gnosis) oznacza poznanie (wiedzę). W tym przypadku jednak chodzi o poznanie transracjonalne — wychodzące więc poza ratio i intelekt — choć nie irracjonalne, gdyż nie rezygnuje z formułowania swych wyników w języku idei i pojęć abstrakcyjnych. Poznanie gnostyczne jest bezpośrednim wewnętrznym doświadczeniem — niedostępnej poznaniu empirycznie-racjonalnemu — duchowej rzeczywistości, duchowego aspektu człowieka, kosmosu i Bóstwa; jako takie jest ono — w pierwszej kolejności — poznaniem epoptycznym, czyli oglądowym (epoptia = ogląd). (...) W formułowaniu wyników swego wysiłku poznawczego gnostyk sięga także do języka mitów swej religii i kultury, często nadając im specyficzne znaczenie.
Poznanie-doświadczenie gnostyczne otrzymuje człowiek w formie objawienia (spontanicznie, kiedy inicjatywa zdaje się wychodzić od Bóstwa lub jakiejś innej istoty duchowej) — wtedy jest to poznanie apokaliptyczne (apokalypsis = objawienie) — lub oświecenia czy wtajemniczenia, kiedy to człowiek zdaje się sam inicjować proces samoprzemiany już to na poziomie swej jaźni („wyższego ja”), już to na mocy decyzji swego ego. Ten proces samoprzemiany — w toku owych „treningów” psychomoralnych ćwiczeń i medytacji — ma uczynić zeń właściwy „instrument poznawczy” i umożliwić mu uzyskanie objawienia. >>
Gnostyk więc do swojej wiedzy-poznania nie dochodzi na drodze dociekań intelektualnych (chociaż z intelektu nie rezygnuje). Gnoza, jak powyżej napisano, jest oglądem, wewnętrznym doświadczeniem, kierunkiem duchowości skierowanym do wewnątrz.
Wiarę natomiast powszechnie traktuje się jako "mniemanie", czyli "uznawanie za prawdziwe nieuzasadnionego twierdzenia". W przypadku wiary religijnej oznacza zaś najczęściej przyjęcie dogmatów lub pewnych prawd duchowych zwykle w oparciu o zaufanie do autorytetu (np. Biblii lub Kościoła).
Wiara (czyli gr. pistis), w kontekście chrześcijańskim, może oznaczać jednak coś daleko więcej. Może być rozumiana jako dobrowolne uznanie prawdy, którą Bóg objawił, czyli prawdy właśnie wewnętrznej - duchowej, nie pochodzącej ani od rozumu ani od zmysłów. Przy takim ujęciu wiara łączy się z gnozą.
Jeśli bowiem gnoza-poznanie dochodzi do człowieka albo jako objawienie albo w toku samoprzemiany, to nie da się obejść bez zawierzenia. Dlatego, że w tym momencie może pojawić się czyjś zarzut lub nawet wątpliwość u samego gnostyka podważający autentyczność poznania - co jeśli mamy do czynienia tylko z urojeniem lub projekcją?
Odpowiedzią mogą być słowa Rudolfa Steinera:
"Pierwszym warunkiem prawdziwego zmysłu prawdy jest oderwanie się od siebie samego, uświadomienie sobie co jest zależne od naszego własnego stanowiska".
To właśnie oderwanie od samego siebie jest niezwykle istotnym "ćwiczeniem" jakiego doświadcza gnostyk. W toku procesu samowtajemniczenia (samoprzemiany) jest w stanie separować się (przez wewnętrzne doświadczenie) od swojego "ja", od swoich lęków, kompleksów, emocji, od swojego materialnego umysłu, który właśnie jest twórcą fałszu, projekcji i urojeń.
Ponadto doświadczając pogłębienia swojej duchowej percepcji, szerszego, symbolicznego oraz głębszego ujmowania świata i samego siebie, które jest dalekie od przesądu, uprzedzeń, czy jednostronności, może utwierdzić się w przekonaniu, że nie ulega złudzeniu.
W gnostyckich tekstach ten proces, który doświadcza gnostyk, ujęty jest często alegorycznie jako budzenie ze snu, czy trzeźwienie z upojenia. Gnostyk może więc powiedzieć z przekonaniem: "byłem ślepy, a teraz przejrzałem".
Czy komuś, kto był pijany, potem był na kacu, a następnie wytrzeźwiał, można wmówić, że teraz jest pijany, a wcześniej był trzeźwy? Czy ślepy, który zaczął widzieć da sobie zakleić oczy? Czy ten, który zerwał już jedne kajdany, z powrotem je nałoży?
Zresztą, czy ktoś, kto nie widzi, może zrozumieć i uznać to co widzący przedstawia? Tylko jeśli mu uwierzy. Zrozumie zaś, jeśli sam zobaczy.
|
|
Napisany przez Cyprian Sajna
|
|
Powszechnie znane jest odkrycie hebrajskich manuskryptów z 1947 roku należących do tzw. wspólnoty z Qumran (esseńczycy). W tym samym mniej więcej czasie (1945 r.) doszło również do odkrycia w Egipcie, niedaleko miejscowości Nag Hammadi (arabskie "Prześwietne miejsce"), obszernego zbioru oryginalnych pism gnostyckich w języku koptyjskim (łącznie 51 dobrze zachowanych pism różnej treści na 1153 stronach zebranych w 13 Kodeksach). Znalezisko datuje się na ok. 350 r. n.e. Są to jednak przekłady na język koptyjski wcześniejszych pism, których powstanie należy datować na II i III wiek n.e., a w przypadku niektórych (np. Ewangelia Tomasza) nawet na I wiek n.e.
Między obydwoma odkryciami są pewne paralele. Obie wspólnoty sytuowały się na obrzeżach oficjalnej religii. Gmina z Qumran w stosunku do jerozolimskiego judaizmu, gnostycy wobec ortodoksji „wielkiego Kościoła”. Mimo wielu różnic ideologicznych, obie wspólnoty łączy dualizm, wrogość wobec świata i nadzieja na wybawienie. Dla wspólnoty qumrańskiej jest to zwycięstwo Syna Światłości, dla gnostyków wyzwolenie duszy jako iskry bożej do królestwa światłości. Jasnym staje się również, że w obu przypadkach mamy do czynienia z ukryciem pism pod presją sytuacji zewnętrznej.
Dzięki odkryciu z Nag Hammadi stan wiedzy na temat gnostycyzmu uległ znaczącej poprawie. Nowe źródła pozwalają oprzeć się na fundamencie niezależnym od relacji herezjologicznych, jednocześnie dokonując rewizji doniesień Ojców Kościoła (przed odkryciem z Nag Hammadi, wiedza na temat antycznej gnozy opierała się głównie na doniesieniach jej katolickich przeciwników - tzw. Ojców Kościoła). Z Analizy tekstów Biblioteki z Nag Hammadi można wysunąć kilka niezwykle znaczących wniosków:
1. W skład biblioteki wchodzą zarówno teksty o charakterze lub zabarwieniu chrześcijańskim, jak i teksty w ogóle pozbawione chrześcijańskich treści. Wskazuje to na wzajemną relację chrześcijaństwa z gnozą, jak i na jej niezależność. Potwierdza to tezę o niechrześcijańskim rodowodzie gnozy.
2. Pisma dowodzą, że gnoza chrześcijańska uznawała siebie za prawowitą wykładnię chrześcijańską, żywo podejmując tematykę chrystologiczną, trynitarną i kosmologiczną. Stąd walka z gnozą przez Ojców Kościoła jest lepiej zrozumiała i uzyskuje głębszy wymiar.
3. W świetle odkryć tzw. ortodoksja musi być uznana za owoc długo-trwałego procesu, który ma swoje źródło w różnorodnej myśli wczesnochrześcijańskiej.
4. Gnoza chrześcijańska została uznana za herezję dopiero w toku polemicznych starć, a jej dyskwalifikacja opierała się jedynie na teologicznych sądach.
5. Pisma wskazują na znaczną rolę tradycji i koncepcji żydowskich w procesie wykształcania gnozy.
W oparciu o wnioski płynące z analizy tekstów z Nag Hammadi (a również i na podstawie innych odkryć, choćby i znaleziska z Qumran) można zbudować teorię całkowicie różną od tradycyjnej na temat początków chrześcijaństwa i jej pierwotnej ideologii. Chrześcijaństwo, dla każdego z poważnych badaczy, którzy nie próbują godzić ścisłej nauki z wyznawaną doktryną, musi w świetle badań jawić się jako niezwykle różnorodne zjawisko już u samego swego źródła.
Poniżej prezentujemy niektóre teksty gnostyckie w języku polskim.
Polskie tłumaczenie oryginalnych tekstów z Nag Hammadi opracował je ks. prof. dr. hab. Wincenty Myszor (Zakład Teologii Patrystycznej i Historii Kościoła Wydziału Teologicznego Uniwersytetu Śląskiego).
Biblioteka Nag Hammadi - wybrane teksty dostępne online na Pistis.pl:
Hipostaza archontów
Ewangelia Tomasza
Wypowiedź o zmartwychwstaniu (List do Reginosa)
Teksty dostępne na stronie Wydziału Teologicznego Uniwersytetu Śląskiego:
http://www.wtl.us.edu.pl/pdf/Biblioteka_z_Nag_Hammadi.pdf
Eugnostos
Ewangelia Filipa
Teksty gnostyckie pochodzące z innych odnalezionych kodeksów:
Kodeks Tchacos: Ewangelia Judasza
Kodeks Berolinensis Gnosticus 8602: Ewangelia Marii
|
|
|