| Mesjasz |
|
|
| Napisany przez Lesław Kawalec |
| 07 maja 2011 |
|
Niewielu znam ludzi zadowolonych z życia albo może ze świata w jakim żyją. Jeśli tacy są, to albo są młodzi, albo wciąż żyją przyszłością, albo mają niewielkie oczekiwania wobec tego świata. Zaklęciem współczesności jest 'nadzieja'. Nadzieja, która rzadko się spełnia. Za życia. Pozwalam sobie generalizować, bo mam trochę doświadczenia i poznałem bardzo wielu ludzi z różnych części świata a o innych coś wiem z ogólnie dostępnych źródeł. Także i z ich kultury i wyznawanej przez nich wiary lub powodów dla których w Boga nie wierzą. W przekonaniach prawie wszystkich ludów i wyznań jest wiara w wyzwolenie z ucisku, z matrixa, czy wreszcie z cierpienia. Ucisk, wszechobecne zakłamanie i cierpienie jest też najczęstszym powodem utraty wiary, bo ciężko powiedzieć, że ludzie rodzą się czy dorastają niewierzący; raczej widzą, że świat – jak im mówią – stworzony przez Dobrego Boga jest pełen zła na które ten Bóg nie reaguje, albo reaguje połowicznie lub za późno. Nacje czy wyznania doświadczone dziejami, które wyciągnęły z powyższego praktyczne wnioski dla życia w tym świecie, nie czekają na Boga z niebios, a raczej przed cierpieniem i uciskiem 'uciekają do przodu.' Wiedzą, że Bóg jest potrzebny jako gwarant wychowania w myśl pewnych zasad które warto wpajać młodym, a jednocześnie biorą sprawy w swoje ręce i starają się zagwarantować sobie godziwe życie nie oglądając się na bożą opatrzność a po prostu liczą na siebie i wzajemnie się wspierają. Są w tym sensie mesjańskie – same siebie ratują przed uciskiem, zniewoleniem i cierpieniem. Jeśli można uchronić się przed uciskiem uciskając – uciskają. Jeśli to czego trzeba by nie być zniewolonym to zniewolenie innych – zniewalają. Jeśli możesz się uchronić przed cierpieniem zadając je innym? No cóż... W świecie bez Boga, każdy sobie i ratuj się sam. W świecie tym jest jednak wciąż wiele idealizmu. Wciąż miliardy ludzi bardziej wierzą niż niedowierzają. Wielu wciąż łatwiej jest sądzić, że nie może być źle, że prędzej czy później zatriumfuje dobro. Wierzą w Krisznę czy mahdiego triumfujących jeszcze na tym świecie. Wierzą wreszcie w ponowne przyjście Jezusa i sąd ostateczny tu na ziemi. Laiccy psychologowie po cichu śmieją się z nich w kułak i widzą w tym działanie różnych mechanizmów kompensacyjnych. Sceptycy wytykają tysiące lat czekania na Mesjasza, który nie przyszedł. Wierzący realiści głowią się nad wytłumaczeniem nierychliwego mesjasza i niespełnionych obietnic mówiąc, że czas nie ma znaczenia dla Boga albo, że tak naprawdę Jezus już przewidział karę wielki ucisk w okolicach roku 70. Tylko że jakoś Mesjasz na czele zastępów anielskich po tym ucisku się nie pojawił. To jednak idealistów nie zraża i wierzą dalej. W sumie po co im przeszkadzać. Wiara pomaga to jest rzeczą dobrą. Byle nie wtłaczano jej na siłę. Jest jeszcze trzecia kategoria ludzi, inna niż w/w cyniczni realiści i dobrotliwi idealiści: dobrotliwi realiści. Realiści wiedzą, że z tym Mesjaszem na białym koniu to nie jest tak jak się to publicznie głosi. Od zarania dziejów na tym świecie króluje zło i nawet jeśliby pojawił się Jezus na czele anielskich zastępów i wytępił zło, to i tak pojawiłoby się wiele pytań: czemu tych ukarał a tysięcy wcześniejszych pokoleń nie? Właściwie w jakim celu miałby to robić? By miliardy pomarłych mogły pozacierać ręce patrząc na cierpienie grzeszników żyjących? Przecież grzesznicy i tak pomrą to czyż nie wszystko jedno czy sąd będzie przed śmiercią czy po? I tak jakoś osądzić trzeba tych co już pomarli. Czy wśród tych dobrych nie wytępionych zło się nie odrodzi, np. w następnych pokoleniach? Czy zatem nie będzie trzeba czystek powtarzać? No dobrze, czystki ponoć Bóg ponawiał za Abrahama, za Noego … Pewnie Bóg się nauczył, że to niewiele daje. Zresztą, czy takie czystki miałyby walor etyczny? Mówi się że tak: widok ukaranych złoczyńców odstraszy naśladowców. Ale w takim razie czemu tak nie było do tej pory? Albo czemu było tak rzadko i tak niewielu to widziało? Czemu miliony ludzi zeszły na złą drogę bo nie zobaczyły kary za grzech? I tu dobrotliwy realista powie tak: nie oczekujmy przybycia Mesjasza na tym świecie. Nie liczmy na to, że zobaczymy triumf dobra na tym świecie. Dobrotliwy realista wie, że panem tego świata jest Szatan. Czemu więc realista ten jest jednak dobrotliwy? Czemu nie idzie na moralne kompromisy by było mu lepiej? Czemu jest 'frajerem'? Bo wie, że gdyby mu się 'udało' i dożyłby lat sędziwych w powodzeniu, to kiedyś zacznie żyć przeszłością i tym co sam zrobił a czego nie. I zrozumie, że wieczne życie na tym świecie będzie jak wieczne piekło, gdzie być może będzie kapo, ale jednak kapo w piekle... Wie, że ostatecznym końcem cierpień jest śmierć, więc się jej nie boi. Skoro to życie jest cierpieniem, to oczekiwania wobec tego świata ma niewielkie. A jeśli tak, to nadzieję pokładać może jedynie w tym co będzie po śmierci. Tu Synagoga Szatana parska śmiechem i puka się w czoło. ''To może weź popełnij samobójstwo by szybciej znaleźć się w tym lepszym świecie!'' – zdaje się dobrotliwy realista słyszeć ze strony tych, którzy jego filozofię życia lekceważą lub zatykają uszy i zgrzytają zębami. ''Twoim mesjaszem jest śmierć...'' – powie ktoś, kto mesjaszem jest sam dla siebie. Ci którzy czczą Szatana i wpisują się w Babilon tego świata nie bardzo wierzą w to co będzie za to wiedzą co jest. Tak, zaprawdę wybrali już swoją nagrodę. Dobrotliwy realista nie wpisuje się w ten Babilon, bo ma perspektywę wykraczającą poza ten świat. Czy dlatego że wierzy? Może jest naiwnym realistą? Z drugiej strony, czy żywot członków Synagogi Szatana ma sens, zważywszy, że i tak w momencie śmierci to co robili by sami siebie zbawić i tak okaże się bez wartości, tak samo jak to czego dokonały ich pokolenia okaże się bez wartości z chwilą nieuchronnego końca tego świata? Czy zatem to Synagoga Szatana nie jest naiwna w swej wierze w niezwykłą wartość rzeczy przemijających? Realista dobrotliwy wie, że skoro pomrzemy wszyscy to jeśli dalej nie ma nic, życie jego będzie w sumie miało taki sam sens jak życie wyznawcy Diabła, z tą różnicą, że jemu będzie się z tym światem łatwiej rozstać, a i patrząc wstecz zobaczy na sobie mniejszy ciężar. Jeśli jednak coś dalej jest, to raczej w wymiarze duchowym, bo każdy cielesny się kończy, albo obarczony jest cierpieniem. A skoro tak, to kto tu się powinien śmiać i pukać w czoło? Wielu rzeczy nie wiemy. Nie wiemy także dlaczego znaleźliśmy się w świecie obcym wobec tego co naszym sercom drogie. Nie wiemy ale i owszem – możemy dociekać. Może to, że nasze wzruszenia, pragnienia czy wybory, z którymi nam po drodze mają się nijak do potrzeb naszego ciała i tego co obiektywnie służy lepszej cielesnej egzystencji, świadczy o tym, że jest w nas pierwiastek jakościowo różny, a nawet kłócący się z naszą cielesnością i tymczasowością? Może naszym powołaniem jest wieczność i duchowość? A zatem co my tu robimy? Tak na zdrowy rozum, dobrotliwy realista widzi tu kilka możliwych odpowiedzi: może mając atrybuty jakie mamy, w tym ciele dopiero kształtujemy ten swój wymiar, który nie przeminie, i który nie widzi problemu w ostatecznym przemijaniu ciała i pojmuje bezsens wiecznej cielesności? Może nasz wymiar duchowy przeżył jakiś dysonans i pobłądził: może życie w tym ciele może mu pomóc pewne rzeczy zrozumieć? Może budujemy swoje dobro w dialektycznym starciu ze złem? Może światło jawi się dopiero w ciemności? Może taki jest sens tego kosmosu: przekształcanie jakości niższego rzędu w jakości wyższego rzędu: czegoś przemijającego w coś nieprzemijającego, ciemności w światło, zimna w ciepło, lęku w pogodę ducha, dysonansu w harmonię? Dobrotliwy realista wie po co żyje i wie, że póki może chce realizować swą misję, między innymi dlatego, że zauważa, że dzieło jego potrafi wyzwolić innych, oszczędzić im cierpienia, uchronić przed rozczarowaniem i … uwolnić do życia wiecznego. Wie to także i dlatego, że o tym mówi mu nie tylko esencja jego osobowości ale i świadectwa wielkich ludzi, którzy do podobnych wniosków doszli, dobro pomnażali i śmierć pokonali na rzecz życia wiecznego. Widzi, że istota ich nauki, tak jak ją rozumieją pomimo niedoskonałości przekazów w świecie gdzie wszystko jest niedoskonałe, genialnie zgadza się z ich wnioskami. Szukajcie a znajdziecie. Starajcie się o skarb, który nie przemija. Groby pobielane. Kto nie narodzi się z Ducha... Moje Królestwo nie jest z tego świata. Wie też, że i jego misją jest odszukiwanie iskierek Bożego Światła w tym Królestwie Ciemności, że i on jest tu po to by pomóc odnaleźć się dzieciom obietnicy. Samobójstwa więc popełniać nie zamierza – raczej stara się innych od niego uchronić: powstrzymać ich przed unicestwieniem na własne życzenie. Pan Królestwa Bożego nie jest tyranem, ale każdemu daje szansę na zrozumienie istoty rzeczywistości. A my mamy zaszczyt brać udział w tym dziele. Obyśmy je dobrze zrozumieli i wytrwali w takim stanie by dawać dobry przykład i przemawiać. Bo służba mesjańska to realistyczny wybór Dobra. Tylko, nie spodziewajmy się zań zapłaty na tym świecie. |
1) Prawdziwe, bez fałszu, pewne i najprawdziwsze:
2) To, co jest na dole, jest jak to, co na górze; I to co jest na górze jest jak to, co jest na dole, by czynić cud jednej rzeczy.
3) I jak wszystkie rzeczy istnieją z jednego, medytującego Jednego, tak wszystkie urodzone rzeczy z tej strony jednej rzeczy istnieją z adaptacji.
4) Jej Ojcem jest Słońce, jej Matką Księżyc;
5) Wiatr niesie ją w swoim łonie; Karmi ją Ziemia.
6) Tutaj jest Ojciec wszelkiej cudowności świata.
7) Jego moc jest pełna jedynie gdy zwrócona ku Ziemi. Oddziela Ziemię od ognia, subtelne od gęstego, przyjemnie, z wielką zdolnością.
8) Wznosi się z Ziemi do Nieba, ponownie schodzi na Ziemię i przyjmuje moc góry i dołu.
9) Tak posiądziesz chwałę całego świata. Dlatego wszelki mrok od ciebie uniknie.
10) Tu jest najsilniejsza siła wszelkiej siły; Gdyż zwycięża wszelkie subtelne rzeczy, przenika wszelkie rzeczy stałe.
11) Tak został stworzony świat.
12) Z tego powstaną zdumiewające adaptacje, na które jest to sposób.
13) Zatem jestem nazywany Hermes Potrójnie-Ukoronowany (Trismegistus), posiadając trzy części filozofii (mądrości) całego świata.
14) Kompletne jest to co mówiłem o działaniu Słońca.
{Tablica Szmaragdowa Hermesa Trismegistosa}
Kliknij na wybrany obrazek by przejść do podstrony zawierającej zbiór inspirujących materiałów
ZalogujRejestracja
Jeżeli chcesz wesprzeć inicjatywę Pistis, możesz wpłacić pieniądze na konto:
50 1020 5558 1111 1678 1600 0092
Koniecznie z tytułem:
Darowizna Pistis
Główne cele na które przeznaczane są wpływy:
- druk i wysyłka czasopisma
- opłata za serwer i domenę
- wsparcie ew. innych inicjatyw
Możesz też skorzystać z konta PayPal:
gnoza / gnostycyzm / religia / duchowość / Bóg / Jezus Chrystus / mistyka / duchowe inspiracje / Biblia / Jerzy Prokopiuk / Carl Gustav Jung / Rudolf Steiner / Antropozofia / Krishnamurti / Osho / Tadeusz Miciński / Andrzej Towiański / William Blake / Miguel Servet / Faust Socyn / Bracia Polscy / buddyzm / religie wschodu / filozofia / chrześcijaństwo / Cyprian Sajna
Komentarze
Dużo tu myśli padło na temat chrystianizmu,r ealizmu,Steiner a,etc co ja myślę na ten temat podobnie jak powiedział to Jerzy Prokopiuk nie przywiązywać się do nikogo,nawet do Steinera,samemu badać,poszukiwa ć duchowo,czytać wszystko ale z dystansem do tego podchodzić co się czyta.
Co do Chrystianizmu to kościelne chrześcijaństwo trzech nurtów Katolicyzm,Praw osławie i Protestantyzm-to religie tej natury z ich wymyślonym Demiurgiem,Bogi em Trójcy który kocha ale i skazuje na piekło-to nie ma nic wspólnego z nauką Jezusa i z mistyką-gnozą Pawła.
Jedyne chrześcijaństwo to tzw,,Janowe-neo-gnostyczne,Ezot eryczne ale już nie kościelne moim zdaniem z jego dogmatami i prawami.
Tak jest w istocie. My dopiero raczkujemy. Osobiście uważam, że jestem "w powijakach". Jest bowiem chrzest wodny i jest chrzest Duchem.
Woda, to Słowo. Gdy już poznasz Słowo jesteś w stanie zrozumieć gdzie szukać Prawdy, jaka jest droga, wiesz już gdzie iść. Ale gdy dopiero jesteś na początku ścieżki nie możesz mówić o czymś co jest w oddali.
Celem Pistis jest wspólne uduchawianie się, poznawanie Prawdy, dążenie do jedności z Bogiem, realizowanie Chrystusa w nas, dążenie do prawdziwego człowieczeństwa , a nie mówienie innym jak mają to robić z pozycji autorytetu i osób będących już przebóstwionymi .
Więc traktuj te nasze działania jako wezwanie "Chodźcie, pójdźmy wspólnie za Jezusem, zmartwychwstańm y!" a nie jako "Oto ja zmartwychwstałe m i mnie naśladujcie".
Możesz brać udział w tej naszej wspólnej wędrówce i próbie naśladowania Mesjasza, szukania odpowiedzi, próbie zrozumienia. Tymi próbami, poszukiwaniami, doświadczeniami , przemyśleniami się właśnie dzielimy.
Nie dla samego filozofowania, tylko dlatego że miłujemy Prawdę i chcemy ją zgłębiać.
Jeśli jednak szukasz kogoś, kto powie Ci "ja zmartwychwstałe m, rób to co ja i ja wiem wszystko" to nie tutaj. To faktycznie możesz jakiś guru, mentorów poczytać, którzy tak o sobie uważają, że wszystko wiedzą, może to Steiner, nie wiem, może kto inny.
Szczerze, to najbardziej, osobiście, lubię za mentorów mieć Chrystusa. Również objawionego w Pawle, czy Jezusa żywego w innych starożytnych pismach.
Bardziej współczesnych mentorów traktuję jako przypiski do powyższych.
Ja osobiscie nie potrafie uwierzyc w cos dlatego, ze "tak mowi Pismo" i przyjac jakis system doktryn na wiare, ale tez nie potrafie uwierzyc w Jezusa, ktory jest jakas bajeczna postacia, ktora nalezy traktowac symboliczne zupelnie w oderwaniu od rzeczywistosci. Jednak od dawna cos kaze mi trzymac sie wlasnie blisko Jezusa i biblii, a nie kogos innego, dlatego szukam drogi srodkowej.
Antropozofia, czy ogolnie mowiac "wiedza tajemna" wydaje mi sie taka droga srodkowa, ale dopiero raczkuje i nie chce zle skonczyc bawiac sie w takie rzeczy. Do tego trzeba miec odpowiednie nastawienie i duzo dojrzalosci.
Jestem idealista i dla mnie kazdy chrzescijanin powinien byc jak jakis prorok i jestem bardzo zawiedziony, kiedy chrzescijanin nie potrafi mi odpowiedziec jednoznacznie na pytania typu: skad przybylem i dokad zmierzam. Jesli ktos twierdzi, ze zyje w nim Chrystus, to tak jakby stwierdzil, ze "Chrystus na moim miejscu powiedzialby to: (...)", a ja nie wyobrazam sobie Chrystusa, ktory mowi do swoich uczniow "Oto jestem z wami az do skonczenia swiata, tylko nie wiem, czy symbolicznie, czy doslownie", albo "zabiore was tam, gdzie ja jestem .. no chyba, ze nie ma zycia po smierci, to was nie zabiore".
Cos mi tu nie gra po prostu. Dla mnie to zadne chrzescijanstwo i nie wystarczy byc sympatycznym, inteligentnym czlowiekiem lubiacym porozmawiac o biblii, zeby moc powiedziec "zyje juz nie ja, ale Chrystus we mnie".
przepraszam, że z poślizgiem, ale nie wyrabiam na zakrętach. Cieszę się, że temat wywołał takie poruszenie.
Ewryś: realista jest dobrotliwy nie dlatego, że musi być dobrotliwy jako realista> Realizm widzę jako ocenę sytuacji a 'dobrotliwość' w przeciwieństwie do cynizmu widzę jako naszą etyczną reakcję na zastaną sytuację: albo myślimy 'aha, jest źle i trudno, więc ratujmy swoje d.' albo 'aha, jest źle i trudno, ale pozostańmy przyzwoici, nawet jeśli nie wiemy, że Bóg to nagrodzi' To program minimum. My jesteśmy, jak zakładam, tą odmianą dobrotliwych realistów, która ma przekonanie o istnieniu boga i swej misji mesjańskiej w tym świecie.
Boru:
coś w tym jest z tą drogą po środku: nie czytam dosłownie Biblii, ale myślę, że byli prorocy tacy jak Jezus. Talmud określa takich 'Jeszu' czyli mówi o bluźniercach podważających sens przekonania Izraela o tym, że są narodem wybranym przez Boga do władzy politycznej. Jeszu jako zdrajca politycznej religii plemiennej, bo uniwersalista, pokazuje innego Boga. Więc ja tu odczytuję uniwersalne przesłanie oparte na faktycznych (choć nie do końca poznanych) wydarzeniach, chociaż w toku dziejów skrzywione i opacznie rozumiane. Wierzę w ideę objawienia postępującego wraz z rozwojem ludzkości i wiedzy, więc mnie te doskonałości nie martwią. Myślę też, że dobry Bóg wie co mamy prawo wiedzieć a co nie i nas nie potępi, jeśli szczerze szukamy.
Lubię porównywać ludzkość do człowieka, tak więc tak jak dzieci potrzebują czasem nakazów i zakazów tak i wiara bywa, że jest oparta na przykazaniach dopóki społeczności i ich członkowie są niedojrzali. Wierzę też, że sedno nauki Jezusa to wołanie o miłość, odmianę życia i poszukiwanie.
Pewnikiem w tym wszystkim jest przekonanie o istnieniu Boga, istota nauki Jezusa z różnych pism, która do mnie przemawia i zgadza się z moim widzeniem rzeczywistości oraz niezawodność poznania opartego na szczerym poszukiwaniu (nazwijmy to otwarciem na Ducha Świętego) i konsekwentnej logice.
Cyprian:
dokładnie: wiemy to co wiemy, a innych rzeczy szukamy. To co wiemy wystarcza zresztą by wieść dobre życie.
Saranova:
nie bardzo rozumiem, ale dziękuję za Twój głos
Gołąb ten, który zstąpił na Jezusa, to ten sam, który wyleciał z Arki i nie wrócił (pierwszy nie wrócił).
Wyjaśnienie zatem dałem. Dalsze konsekwencje tego można sobie wydedukować intuicyjnie.
Nadal jednak uważam, że ten gołąb fizycznie nie zleciał na Jezusa kąpiącego się w rzece. :)
Moze zeby wejsc do Krolestwa trzeba jeszcze na starosc zdziecinniec ;)
Cytat:
Nie wiem jak to bylo z tym golebiem zlatujacym z nieba. Mysle, ze fundamentalista nie zobaczyl by golebia, bo dla niego sie liczy to, co przeczyta w biblii, a nie to, co zobaczy na wlasne oczy. Filozof tez by go nie zobaczyl, bo golab zlatujacy z nieba to nonsens. Dlatego potrzebna jest droga posrodku moim zdaniem, ktora by umozliwila zobaczyc tego golebia i rozsadnie wyjasnic, skad sie wzial ;)
Chyba do nicniewiedzącyc h. Skoro nic nie wiem to piszę, że nie wiem lub pokazuję innym, że też nic nie wiedzą. Najgorsze jest bowiem to, gdy ktoś nic nie wie, a gada jakby cokolwiek wiedział.
Widzisz Boru, osoby, które piszą w taki sposób, że WIEDZĄ robią wrażenie, zyskują autorytet. Problem jednak jest po stronie weryfikacji. Steiner pisze ciekawie, często mądrze i mówi, że to wszystko empiryczne i do sprawdzenia samemu. Być może...
Do wszystkiego trzeba mieć pewien dystans i ostrożność. Wszędzie znajduje się nieco prawdy i nieco fałszu, a raczej powiedziałbym inaczej - prawda jest względna. Jednego antropozofia może przyprawić o obłęd i chorobę psychiczną, inny osiągnie wyżyny człowieczeństwa i duchowości.
Do Ewrysa:
o potencjalnej nieśmiertelnośc i człowieka wiedziały chyba wszystkie kultury na Ziemii, więc nie tylko z Biblii. Z biblii co najwyżej można wyciągnać naukę o zmartwychwstani u ciał, co i tak jest nie do końca jednoznaczne.
Boga/boskość również można znaleźć bez Biblii, gdyż również różne religie, filozofie i kultury czciły jednego Boga, siłę sprawczą itd.
Biblia to bardzo dobra mapa w naszej drodze duchowej. Chyba najlepsza. Warto iść z mapą.
O Jezusie możemy też z apokryfów i innych tekstów co nieco się dowiedzieć. Ale myślę, że znaczenie ma przede wszystkim duchowy Chrystus zmartwychwstały niż Jezus wg ciała.
Boru: co znaczy wierzyć lub symbolizować? Jak ktoś symbolicznie traktuje np. zlatującego gołębia na głowę Jezusa to już nie wierzy? Od tego jest rozum, by stwierdzić gdzie jest symbolika, gdzie historyczny zapis, gdzie przypowieść, gdzie alegoria...
Rozsądek nie jest dziełem szatana, zwodniczym urządzeniem.
Nie mozemy traktowac biblii w ten sposob, ze albo wierzymy jak to robia fundamentalisci , albo nie wierzymy i najwyzej symbolizujemy. Mysle, ze pomiedzy tymi lotrami, jest jakas droga posrodku.
Ja tylko zadałem kilka pytań. wcale nie mówiłem o moich przekonaniach lecz próbowałem dowiedzieć się jakie macie zdanie na takie tematy. w artykule Mesjasz Leszem opisał jakie jest realne chrześcijaństwo .
Wszystko co wiemy na temat Jezusa, zmartwychwstani a to wiemy z biblii. Czo ona jest jedynym wiarygodnym dokumentem określającym Boga? czy doświadczenie życiowe, modlitwy, osobiste relacje nie mogą być lepszym? No i w końcu gdzie jest certyfikat Boży na biblię. Dalej, która i który przekład jest właściwy? (tylko nie mów mi, że takie pytania to dno:) )
Kanał RSS z komentarzami do tego postu.